Autentyczność w czasach AI – czy nadal ma znaczenie?
W świecie, gdzie wszystko można wygenerować, przefiltrować i podrasować, coraz częściej pojawia się pytanie: czy autentyczność jeszcze się liczy?
Albo inaczej: czy coś, co nie jest idealne, nadal może być wartościowe?
Z jednej strony – mamy sztuczną inteligencję, która potrafi stworzyć tekst na bloga w kilka sekund, grafikę bez jednego pikselowego błędu i reklamę, która zna nasze myśli, zanim zdążymy je pomyśleć.
Z drugiej – człowieka z telefonem, który wrzuca zdjęcie z drżącą ręką i pisze szczerze, że się stresuje przed nowym projektem.
I zgadnij, co dziś przyciąga więcej uwagi?
Bo może… mamy dość perfekcji?
Zbyt piękne zdjęcia zaczynają wyglądać jak z banku zdjęć.
Zbyt dopracowane teksty tracą duszę.
A marki, które zawsze „są idealne” – wydają się bardziej jak reklama pasty do zębów niż realna firma, z którą można się utożsamić.
Dlatego coraz częściej wygrywa to, co prawdziwe. Nieidealne. Ludzkie.
Post z literówką. Zdjęcie zza kulis. Story, w którym ktoś się śmieje, bo coś poszło nie tak.
I nie chodzi o to, żeby wszystko było byle jakie – chodzi o to, żeby było nasze.
Co to znaczy dla marketingu?
Autentyczność wcale nie oznacza chaosu.
Oznacza pokazanie tego, kim naprawdę jesteśmy jako marka.
Nie tylko „co sprzedajemy” – ale jak myślimy, jak pracujemy, jak reagujemy na rzeczywistość.
- Pokazujesz kulisy? Świetnie.
- Przyznajesz się do błędu i mówisz, co poprawisz? Jeszcze lepiej.
- Twój branding ma duszę, a nie tylko gradient? Bierzemy to.
W erze AI to ludzki dotyk staje się czymś wyjątkowym.
Autentyczność to nie brak strategii – to strategia, która opiera się na zaufaniu.
Podsumowując:
Nie musisz poprawiać wszystkiego.
Nie każda rzecz musi być „lepsza”, żeby była wartościowa.
Nie każda marka musi wyglądać jak Apple.
Czasem wystarczy wyglądać jak Ty.
🤖 I nawet jeśli AI może pomóc (a może, trust me) – to właśnie Twój styl, głos i osobowość sprawiają, że ktoś powie: „O, to jest marka, z którą chcę pracować.”